Chory z urojenia – Duża Scena

Argan, jak sam to nazywa, jest chory na chorobę. Chory na chorobę…? To wymyślone przez niego określenie jest tak pojemne, iż może pomieścić każdą chorobę w dowolnym jej stadium, na jaką może zapaść nasz bohater.

Moliera w „Chorym z urojenia” ponosi namiętny temperament, tak jakby chciał powiedzieć: oto świat, który zapadł na nieuleczalną chorobę, nikt nie wie dokładnie na jaką, ale wszyscy przeczuwamy, jakie przyniesie żniwo… Ta choroba to… istnienie poza rozumem.

 Waldemar Śmigasiewicz

„Chory z urojenia” to doskonała komedia mistrza gatunku – Moliera. Znajdziemy w niej wszystko, do czego przyzwyczaił nas klasyk – pełnokrwiste, barwne postacie, arcyśmieszne sytuacje i zwroty akcji. Dodajmy do tego nieco sytuacyjnego humoru i niezwykle szybkie tempo, a wyjdzie nam mieszanka wręcz wybuchowa.

Molier był doskonałym obserwatorem, skrzętnie przenoszącym na karty swoich utworów różne typy charakterów ludzi. Jego teksty są z jednej strony niezwykle żartobliwe, z drugiej zaś zawsze niosą jakieś ważne przesłanie. Tak jest i tym razem, dzięki reżyserowi Waldemarowi Śmigasiewiczowi możemy się pośmiać, ale i zobaczyć w krzywym zwierciadle nasze fanaberie. I w końcu – zastanowić się nad tym, czym są urojenia dzisiaj.